Drukuj
Odsłony: 17

Wczoraj dotarła do mnie smutna wiadomość o śmierci Janka Kłoskowskiego. Janka poznałam wiele lat temu w Chórze UW, gdzie śpiewał w basach, będąc jednocześnie sekretarzem chóru, a także pomysłodawcą i organizatorem wielu niezapomnianych wycieczek, wypraw turystycznych i krajoznawczych, obozów chórowych i spływów kajakowych. Mogę powiedzieć, że dzięki niemu jeszcze bardziej zakochałam się w Tatrach. On znał tam każdy zakątek, każdą trasę, każdy szczyt. No i fantastycznie śpiewał góralskie piosenki, zarażając tym swoich basowych kumpli, Jacka, Stanisława, Jaśka, Jurka i innych. Ależ to było góralskie śpiewanie! Ostatni raz spotkałam Janka na obchodach 100-lecia Chóru UW. Przywitaliśmy się bardzo serdecznie. Nie sądziłam, że będzie to również nasze serdeczne pożegnanie. Janku, spoczywaj w pokoju!
Zdjęcie sprzed lat, z jednej z jaśkowych wycieczek. Tu: pieczenie jabłek na patyku.

Ewa Rybińska-Alfonso